Wtorek, 28 marca 2017. Imieniny Anieli, Kasrota, Soni

Dziwili się, że jeszcze żyje

2017-01-11 19:00:00 (ost. akt: 2017-01-11 14:51:00)
Zdjęcie z kolekcji Witolda Zagożdżona

Zdjęcie z kolekcji Witolda Zagożdżona

Po zakończeniu bitwy pod Tannenbergiem Nidzicę zajęły wojska pruskie. Nie oznaczało to jednak pełnej normalizacji życia w mieście. Ciągle mniejsze i większe oddziały rosyjskiej kawalerii wchodziły na niechronione obszary na granicy i niepokoiły mieszkańców. Na jesieni doszło do kolejnych walk o miasto z nacierającymi Rosjanami.

Radość ponownego spotkania

Wśród żołnierzy naszych oddziałów, które weszły do Nidzicy trzydziestego pierwszego sierpnia, było wielu znajomych i zaprzyjaźnionych oficerów. Uścisków dłoni, pytań i odpowiedzi niemalże nie było końca. Około dwudziestu oficerów otoczyło mnie i dziwiło się, że w ogóle jeszcze żyję. Słyszeli mianowicie na polach, jak to wynikało z ich opowieści, że Rosjanie wzięli mnie do niewoli, wyłupali mi oczy i zastrzelili. „Ale” - dodawali - „godnie Pana pomściliśmy, nikomu nie darowaliśmy życia.” Tego samego dnia dowodzący Dwudziestym Korpusem Armijnym – Allenstein, generał von Scholtz wyraził swoje ubolewanie w związku z tak doszczętnie podziurawionym pociskami miastem.

Czwartego września powstała w Nidzicy komendantura. Składała się z: komendanta rotmistrza von Einem, adiutanta i porucznika von Bodungen, radnego sądu wojennego Fahle i sekretarza sądu wojennego Classen. Dnia dziesiątego października pan von Einem zachorował i został zastąpiony przez rotmistrza Hrabiego Yorck von Wartenburg z Oleśnicy Małej na Śląsku.

Porucznik von Bodungen zastąpiony został przez porucznika Mögenburg. Hrabia Yorck w ogóle nie troszczył się o oddziały, lecz zajmował się w bardzo troskliwy sposób ludnością cywilną z miasta i wsi. Zawsze udawało mu się spełniać wszystkie potrzeby, a były to potrzeby doprawdy różnego rodzaju. Poprzez to zyskał dużą sympatię i wdzięczność mieszkańców.

Nieustająca niepewność

Nadzieja, że po drugim odejściu Rosjan moglibyśmy w końcu cieszyć się spokojem, okazała się być złudną. Ciągle mniejsze i większe oddziały rosyjskiej kawalerii wchodziły na niechronione obszary na granicy i niepokoiły mieszkańców. Mieszkańcy wsi uciekali wtedy z całym dobytkiem i swoimi doniesieniami o wejściu Rosjan wprowadzali oczywisty niepokój w mieście. Przestraszeni mieszkańcy także podejmowali ucieczkę.

Dnia dziesiątego września minimum czterystu obywateli udało się na dworzec, by wyruszyć w drogę, pozostawiając przy tym wszystko co mieli. Dowiedziałem się o tym w odpowiedniej chwili, udałem się szybko na dworzec i, po pewnych namowach, udało mi się przyprowadzić z powrotem prawie wszystkich tych ludzi. Powtórzyło się to jeszcze dwa do trzech razy. W ten sposób udało mi się nie dopuścić do tego, by obywatelom został skradziony dobytek, który jeszcze im pozostał.

Byli gotowi do ucieczki

Czwartego listopada niezliczona liczba uchodźców powróciła zza granicy. Jednocześnie okazało się, że z powodu wracającej do miasta przewagi wroga opuściliśmy rosyjskie miasto Mława, które od wielu tygodni należało do nas. Wszyscy rzucili się do ucieczki, wielu wyjechało pociągami.

Powiedzieliśmy sobie, że w przypadku następnego wtargnięcia Rosjan nie wyniesiemy się już tak pokornie jak do tej pory. Piątego listopada, rano, o godzinie trzeciej, dotarły do miasta wozy z bagażami i oddziały pomocnicze. Był to sygnał opuszczania miasta. Komendant hrabia Yorck von Wartenburg wyjaśnił mi, że niebezpieczeństwo wciąż nie zostało zażegnane, i że mieszkańcy powinni się ewakuować. Po tym stwierdzeniu już nikogo nie powstrzymywałem przed ucieczką.

Miasto opustoszało

O godzinie piątej rano radny sądu rejonowego Matthes, sędzia Grobe i pastor Myckert, którzy to byli świadkami pierwszego czasu panowania Rosjan, udali się w drogę pieszo do Olsztynka (Hohenstein); zaczęli mnie usilnie przekonywać, bym poszedł z nimi. Mimo że w mieście pozostało już zaledwo stu mieszkańców, odrzuciłem tę propozycję. O godzinie ósmej wozy z ludźmi i bagażami zajechały przed komendanturę.

Wtedy odeszli ostatni mieszkańcy. Przed południem miałem okazję zabrać się na jednym wozie do Ostródy (Osterode) i tę okazję wykorzystałem. Nie miałem już ochoty przeżywać czegoś jeszcze gorszego. W mieście nie było już żadnych mieszkańców, nad którymi mógłbym trzymać jeszcze pieczę.

W Ostródzie spotkałem wielu uchodźców z Niborka, którzy zatrzymali się na dworcach i na ulicach. Skontaktowałem się z władzami, złożyłem im kwotę w wysokości pięciuset marek, wynająłem mieszkanie tymczasowe składające się z czterech pokoi i sklep z zapleczem i zakwaterowałem tam ludzi. Pielęgniarka środowiskowa podjęła się zorganizowania dla ludzi najpotrzebniejszej aprowizacji.

Zaciekłe walki w Nidzicy
W Niborku nasze oddziały udaremniły wtargnięcie Rosjan. Od dnia dwunastego do szesnastego listopada na przedmieściach miały miejsce zaciekłe walki. Rosyjska artyleria zajęła wzgórza w pobliżu Napiwody (Grünfliess), Zagrzewa (Sagsau) i Kanigowa (Candien), podczas gdy nasze artyleria rozstawiła się za kościołem ewangelickim i na górce wodnej (Wasserberg).

Dnia szesnastego listopada sytuacja wyglądała tak, że nasze oddziały do reszty zniszczyły tory prowadzące do Olsztynka (Hohenstein), a magazyn węglowy na naszym dworcu (okoły trzydzieści tysięcy kwintali) został spalony; można było się spodziewać, że Rosjanie po raz trzeci zajęli miasto. Leżeli w okopach nieopodal dziedzińca zamkowego. Niespodziewanie otrzymaliśmy jednak wsparcie. Rosjanie dowiedzieli się o tym i następnej nocy po cichu zniknęli.

W trakcie tych walk samo miasto nie ucierpiało. Wiele rosyjskich granatów wymierzonych zostało w fabrykę cegieł, ale nie wybuchły. Na obszarach zielonych obok apteki (Friedrichstraße) widać było dziury powstałe od granatów. To, że miasto Nibork zostało zachowane w obliczu wrogiej przewagi, zawdzięczamy energicznemu i rozważnemu dowodzeniu pułkownika Zoeller z Grudziądza (Grandenz).

Bóg da, że nadejdą
spokojniejsze czasy


Dnia czternastego grudnia mieszkańców znów ogarnął niepokój. Mianowicie korpus von Zastrowa wycofał się z Mławy, by nie zostać okrążonym przez Rosjan. Dowódca dywizji, jego ekscelencja generał von Wernitz, objął za kwaterę razem ze swoim sztabem dom przewodniczącego rady miasta Schulza. Potem wycofał się z powrotem do Rosji.

Dnia szesnastego i dziewiętnastego grudnia obecny był tutaj książę Joachim von Preußen. Dnia dziewiętnastego grudnia po pięciotygodniowej przewie dotarł tu pociąg z Olsztyna. Z tego powodu w naszych halach zapanowała radość, można było znów liczyć na regularną pocztę i połączenia kolejowe. Bóg da, że nadejdą dla nas spokojniejsze czasy!

60 bochenków chleba
i worek soli


Drugiego października spotkała mnie szczególna radość i zaszczyt, sprawiając, że dało się po części zapomnieć o cierpieniu. Zjawił się u mnie szef izby cywilnej Jego Cesarskiego i Królewskiego Majestatu, Tajnej Rady Gabinetowej von Eßdorf, i poinformował mnie jak następuje: „Jego Majestat bardzo ubolewa nad losem Pana pięknego miasta.

Jego Majestat polecił mi, bym przekazał Panu dwie butelki wina i paczkę papierosów na Jego własny użytek, pańskim mieszkańcom zaś żywność.” Otrzymałem przy tym około 60 bochenków chleba wypiekanego w Kadynach (Cadinen), zarżniętą świnię, owcę, beczkę masła i worek soli.

13 panów w
13 samochodach

Dwudziestego trzeciego września zebrała się tu Komisja Rządowa, by bacznie przyjrzeć się zniszczonemu miastu. Trzydziestu Panów przybyło na miejsce trzynastoma samochodami, między innymi Pan Minister Finansów Dr Lenze, Minister Rolnictwa Baron von Schorlemer-Liefer, w zastępstwie za Ministra Spraw Wewnętrznych: Podsekretarz Stanu Dr Drews, Prezes Naczelny von Windheim, Prezes Naczelny von Batocki, Premier Rządu von Berg, Rejent von Hellmann-Allenstein, Dr Hrabia von Keyserlingk-Königsberg, Dr Gramsch-Gumbinnen, Dyrektor Generalny ds. Ochrony Krajobrazu Tajnej Rady Gabienetowej Kapp, Nadburmistrz Körte, Dyrektor Wschodniopruskiego Towarzystwa Straży Pożarnej, Radny Tajnej Rady Gabinetowej Schickert, Zwierzchnik Handlu, Konsul Generalny Meyer, Radny Tajnej Rady Gabinetowej Profesor Dr Hansen, Radni Prezydium Generalnego Hrabia Lambsdorff (Łambinowice) i Hrabia Königsberg. Przy ich przyjmowaniu obecny był Przewodniczący Rady Miasta Schulz i ja. Jego ekscelencja Minister Finansów Lenze obiecał mi rychłą pomoc.

Apel o pomoc był skuteczny
W międzyczasie zmieściłem w gazetach taki oto apel:Po tym jak w sobotę, dnia dwudziestego drugiego sierpnia, przed południem, w naszym całkowicie pozbawionym wojska mieście liczne szwadrony kozackie przejeżdżając przez miasto powybijały okna i poraniły też przy tym parę osób, a część śmiertelnie, potem przez dwie do pięciu godzin zrzucano na to bezbronne miasto trzysta pocisków rosyjskich, a przez to zdecydowanie większa jego część zaczęła płonąć.

Około dwieście domów stanęło w płomieniach, a blisko połowa obywateli miasta liczącego sobie ponad pięć tysięcy mieszkańców została bez pracy i bez dachu nad głową. Nic z tych domów nie dało się uratować. Wjeżdżający do miasta Rosjanie w swojej ślepej żądzy spustoszenia w domach, które jeszcze się ostały, niszczyli w niewiarygodny sposób i brukali czerwienią wyposażenie mieszkań, bieliznę i ubrania.

Polska hołota zza drugiej stronie granicy skradła całą resztę, a nawet powywoziła na furmankach, co też wspierane było przez Rosjan. Większość mieszkańców posiadała niemalże tylko ubrania, które mieli na sobie. Bieda jest straszna! Pomóżcie w gorzkiej niedoli! Ofiary przyjmuje niżej podpisany.
Burmistrz Kuhn

W odpowiedzi ze wszystkich części Rzeszy przybyły bielizna i ubrania w wystarczającej ilości. Do tego wpłynęły spore środki finansowe, które podzielone zostały między potrzebujących. Jest to jednakże wysoce wymagane, iż Państwo pozwoli płacić pogorzelcom i okradzionym, aby mogli oni zapewnić sobie nędzne wyposażenie mieszkań i jakąkolwiek egzystencję.


Tłumaczenie książki Andreasa Kuhna pt. „Die Schreckenstage von Neidenburg in Ostpreussen” wydanej w Minden w 1915 r. odbywa się na potrzeby filmu dokumentalnego pt. TANNENBERG 1914 w reżyserii ks. Przemka Kaweckiego SDB (Mazurskie Tajemnice) i możliwe jest dzięki panu Witoldowi Zagożdżonowi (neidenburg-nibork-nidzica.blogspot.com), który udostępnił egzemplarz oryginału znajdujący się w jego kolekcji. Tłumaczeniem zajęła się nidziczanka, pani Dorota Przybysz.



Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. Swoją stronę założysz klikając " Tutaj ". Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Igor Hrywna
Polub nas na Facebooku:

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages