Czwartek, 23 listopada 2017. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

Podziel się:

Podziel się:

ULTRA MAZURY 2017 - Stare Jabłonki

"Tylko ci, którzy ryzykują pójście za daleko, dowiedzą się, jak daleko mogą zajść"

ULTRA MAZURY 2017 - Stare Jabłonki, 12.08.2017

"Tylko ci, którzy ryzykują pójście za daleko, dowiedzą się, jak daleko mogą zajść" - przeczytałem kiedyś w jednej z książek
o bieganiu. Przygoda z biegami Ultra zaczęła się w moim przypadku od marzeń o półmaratonie. Zakupiwszy parę stosownych butów, celem przygotować do tegoż, otrzymałem gratisowo egzemplarz "Ultra - dalej niż maraton". Zaczytywałem się w nim, gdzie artykuły pisali ludzie walczący z własnymi słabościami w imię pasji i satysfakcji. Zaintrygował mnie ten świat pełen tak barwnych historii. Zapisując się na swój pierwszy ultramaraton nie wiedziałem do końca na co się piszę. Pisanie o nim w kategorii dokonania sportowego nie ma większego sensu, z uwagi na to, że może 5% ludzi tam startujących ma zamiar się z kimś ścigać. Start oznacza walkę do samej mety z własnymi słabościami, a osoby kończące zawody przy limicie czasowym
nierzadko otrzymują o wiele większe owacje od tych wygrywających je. Moim celem było ukończenie 70 km w czasie poniżej 9 godzin i z takim nastawieniem do nich przystąpiłem. Całe zawody podzielone są na 6 odcinków z 5 punktami żywieniowymi po drodze. Dotarcie do któregoś z nich po limicie czasowym oznacza dyskwalifikację.
Start miał miejsce z o 6 rano na plaży Hotelu Anders w Starych Jabłonkach. Pierwsze 30 km minęło spokojnie - po wcześniejszych treningach miałem rozeznanie, iż dopiero
po ok.40 km zaczyna się właściwa część zabawy. Z tego okresu widać było dość wyraźnie, że pędzę za szybko. Plan zakładał
tempo ok. 7.00/km, lecz po trzecim punkcie żywieniowym miałem już ponad 40 min zapasu względem placu pierwotnego. Jak się miało okazać, w przypadku ultra nie ma czegoś takiego jak plan - znaczny dystans, długość wysiłku, reakcje organizmu na pokarm, temperatura i setki innych czynników, na które nie ma się wpływu za każdym razem brutalnie sprowadzają na ziemię osoby skrupulatnie biegi planujące. Podczas wyprawy na czwarty punkt żywieniowy moje myśli skupione były wyłącznie na bułce z serem, jaką miałem tam dostać. Po ok 5 godzinach biegu wydawała mi się ona najcudowniejszą potrawą jaką można otrzymać na tamten czas.
Wbiegając na 4 punkt, będący zarazem przepakiem, otrzymałem sms-a, mówiącego o tym iż jestem 18 w kat. open. Odezwała się we mnie wtedy nuta rywalizacji - przecież takie miejsce w debiucie to marzenie. Przepak więc minął ekspresowo, uzupełniając płyny i zmieniając mokre rzeczy. Przez następnych kilka kilometrów niosły mnie marzenia o sukcesie. Około 57 km nastąpił kryzys. Na góry już nie wbiegałem - zdobywałem je. Odzywać się zaczęły wszystkie mięśnie i stawy. Włączyłem muzykę by oszukać mózg, że wszystko jest ok. Po kilku kilometrach doszedłem do siebie i odrodziłem się niczym fenix. Odcinek między 4 a 5 punktem odżywczym był dla wszystkich punktem kulminacyjnym. Wynika to z faktu, iż dzieliła je odległość 17 km ( największa pomiędzy punktami na zawodach ) a w nogach ma się wtedy już ponad 50 km. Na ostatnich kilometrach niosły mnie myśli o mecie i zimnym piwie, jakie miałem tam otrzymać. Widząc metę nie wytrzymałem - łzy ciekły same. Nie byłem w stanie odpowiedzieć na żadne z pytań, jakie mi tam zadano, wzruszenie było zbyt duże. Pisząc te słowa leżę starając się zregenerować nogi, by nie chodzić jak bocian, będąc jednocześnie przeszczęśliwy.
Czy było warto ? Nie ma chyba wątpliwości. Nie będzie przesadą napisać, iż w tych lasach będąc sam na sam z własnymi myślami, biegowo odnalazłem nowego siebie. Mógłbym tu pisał o super atmosferze, o dziesiątkach zawodników, jakich mijałem, za każdym razem otrzymując uśmiech, oklaski, czy też gratulacje, o wolontariuszach na punktach zagrzewających do walki...... niestety nic nie odda atmosfery tych chwil. Ja sam od siebie napiszę tylko, że zapraszam do wyjścia poza strefę własnego komfortu. To co tam znajdziecie jest naprawdę wyjątkowe i niesamowite.
Miejsce kat. open 14/102 z czasem 7:41:01.

Maciej Wasilewski
Fot. Katarzyna Wasilewska
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Andrzej Marcjanik oraz opublikowany na portalu Nidzica: Warto wyjść poza strefę własnego komfortu
Oceń artykuł:

(0)