Piątek, 19 lipca 2019. Imieniny Alfreny, Rufina, Wincentego

Podziel się:

Podziel się:

3xŚnieżka = 1xMont Blanc

"Zlot miłośników bólu i słońca" - to chyba dobrze oddaje charakter tych zawodów.

"Zlot miłośników bólu i słońca" - to chyba dobrze oddaje charakter tych zawodów. Szósta już edycja rozszerzyła ilość kategorii do pięciu pozwalając na start sztafetowy, rodzinny, mini, średni i ultra. Mi dane było drogą losowania wystartować na dystansie średnim. Oznacza to dwukrotne zdobycie Śnieżki w limicie 3h na pierwsze, oraz 7 na dwukrotne wejście co daje 36km na 2000m przewyższeń. Przygotowanie było nie najgorsze ( sporo biegałem w słońcu ) a samą górę znałem - od zeszłego roku znacząco poprawiłem też technikę z kijami ( znalazłem zamocowanie na plecaku ! ). Celowałem więc w 5h - w roku 2018 była to pierwsza pięćdziesiątka końcowo ( 250 osób liczy lista startowa ) i tego chciałem.
Sobota. Bezchmurnie. Praży z nieba. 27 stopni - odczuwalne nie wiem ile. Dużo. Myślę więc przede wszystkim by się nie odwadniać.
Start. Pierwsze kilka km i już problem. Okazuje się że kije idą w ruch po 4km. Tutaj jest tylko w górę - nie ma płasko. Matko jedyna ! Bardzo ciepło i mimo iż to dopiero 9 smażę salceson z brzucha. Tempo jak tempo - staram się zgodnie z planem pierwsze wejście zrobić ok 30min szybciej niż drugie. Po ok godzinie wbiegam na grań Karkonoszy. Niebo jak wspomniałem bezchmurne - widać całe Czeskie góry. Śliczne. Nagle wyrasta zza krzaczorów obserwatorium. Wygląda niesamowicie, jak statek kosmiczny. Podejście czarnym szlakiem naprawdę oddaje piękno tego miejsca. Punkt pomiarowy na szczycie po 1:30 a potem ekspresowy zbieg. Chcę coś nagrać telefonem ale nie ma czasu - na zbiegu lecę jak intercity. 1000m w dół całkowicie nie kontroluję stóp - nogi same obierają miejsce lądowania. Uważam mocno by nie uszczęśliwić jakiegoś ortopedy. Albo prototyka. PK2 w Karpaczu osiągam po 2:15, szybki serwis i po 2:20 atak drugi. Ciężko jest. Podejście jest od strony czerwonego szlaku - jest on niemalże pionowy na ostatnich 2km przed schroniskiem Dom Śląski, a następnie trasa wiedzie przez kamienne schody od strony obserwatorium. Boli bardzo - na zbiegach zyskałem sporo ale czwórki krzyczą że zostały skrzywdzone dosadnie. Podejście na szczyt zajmuje sporo - o wiele więcej niż wypadało. Słońce, ból i kamienne schody. Bawię się fantastycznie ! Po 4:05 wchodzę po raz drugi na szczyt i na ile mogę sprężam się na punkt żywieniowy. Tam serwis ekspres - arbuz do oporu - zbędny balast porzucony - izotonik pod kurek ( bo cola lepi się już do wszystkiego ) i lecimy. Na wyjściu z Domu Śląskiego mam ok 6km i ok 40min do 5h i mety. Zbiegać jednak nie mogę, popuszczam na ile mogę ale nie idzie. Dobiegają mnie chłopaki z dystansu ultra z którymi robiłem drugie podejście. Jak zające prowadzą mnie na całym zbiegu. Piję co mogę i lecę - wiem że na zapałki ale jest możliwe. Ciężko mi ocenić odległość do końca ( lenistwo - nie zgrałem tracka ) ale znam mniej więcej teren - kieruję się zegarkiem i jego czasem od włączenia. Znów tak jest - znów nie liczy się nic. Tylko ten zegarek - to że chce mi się pić - i to że to zaraz się skończy. Fantastyczne uczucie. Wyrasta rynek w Karpaczu - lecę jak samolot. Widzę balon mety na ok 10s przed końcem 5h. Wpadam jak pocisk na metę w asyście dzieciaków. Strzał szczęścia powala. Cudowne. Niesamowite. 4:59:59 ! Fantastyczne przeżycie. Polecam serdecznie.
Czas 4:59:59 przełożyły się na msc. 30 open i 10 w m30. Dystansu średniego ( 36km / 2000m+ ) nie ukończyło 29% startujących ( 69 z 231 osób ). Miejcie ludzie hobby - to fantastyczne.
Maciej Wasilewski
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Andrzej Marcjanik oraz opublikowany na portalu Nidzica: Zlot miłośników bólu i słońca
Oceń artykuł:

(0)