Niedziela, 22 lipca 2018. Imieniny Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

Podziel się:

Podziel się:

Rowerem przez historię

Powoli staje się tradycją i to nie tylko dla mieszkańców Nidzicy czy Przasnysza rajd im. Zacheusza Nowowiejskiego. Korzeni ruchu rowerowego, na tym terenie czy w bliskich okolicach należy szukać w XIX w.

Jedna z pierwszych książek turystycznych - którą dziś byśmy umiejscowili w dziale reportaży z Prus Wsch., została opublikowana w 1898 r. w Warszawie. Zapewne jest nie tylko pierwszą o tematyce rowerowej, ale i zupełnie zapomnianą, publikacją po polsku dla tych terenów.
Autor skrywający się pod pseudonimem „Dzierżek”, swoją publikację zatytułował „ Wycieczka kolarza na Mazury Pruskie”. Zgoda na jej wydanie przez cenzurę rosyjską została wydana 2. Października 1897 więc też z tegoż roku zawiera opis podróży. Autor odbył ją wraz ze swoim kolegą skrywając go pod inicjałami p. S.B.. Obydwaj jak podaje autor sprawy paszportowe załatwili w Mławie. Granicę przekroczyli koleją, udając się najpierw przez Olsztyn do Ełku (Lyck), by stamtąd już drogę powrotną odbyć na „kole” jak zwano wówczas rower.
By jednak ta podróż była możliwa, trzeba cofnąć się do roku 1840. Wówczas to w Królestwie Pruskim, zacofanym i zapóźnionym w rozwoju rozkwitającego wokoło kapitalizmu rozpoczęto reformy gospodarcze i przemysłowe państwa. J. Gregorovius w swojej monografii wydanej w 1883, a więc zapewne zawarł w niej i wspomnienia z lat dziecinnych w Neidenburgu, widział prowadzące przez miasto dwa trakty.
Jeden wił się widoczną z zamkowego wzgórza, żółtą drogą w kierunku na Wielbark. Zapewne jeszcze piaszczystą, i taką była do r. 1845, kiedy to pierwsze efekty refom stały się widoczne i powstała droga bita do Olsztynka.
Jednak pierwsze skromne modernizacje dróg rozpoczęto już w latach 30-tych XIX w. Pierwszym ich etapem było wykopanie po obu stronach rowów. Jak na ówczesne warunki było to rewolucyjne posunięcie, znacznie poprawiające odprowadzenie wód opadowych z dróg.
Dzierżek docenił ich jakość – „Po szosie mazurskiej jedzie się, jak po torze na Dynasach”. (W ówczesnej Warszawie). W kolejnym IV rozdziale poświęca już większy akapit szosom. Jak odnotowuje „Dzielą się na dwie części: zimową – kamienną i letnią – żwirową. Letnia zazwyczaj biegnie węższym pasem z boku i jest tak miękka i przyjemna dla koni, jak nasze polne drogi (gdy są w dobrym stanie)” jak przezornie autor zaraz zaznacza. I kończy pochwały konkluzją: „Idzie też ona równością o lepsze ze stołem. Czy nie jest to proste; a jednak mądre i wysoce praktyczne?...”. A może uwagi wzięli by sobie do serca współcześni nam urzędnicy i postarali się o dokończenie trasy S-7 w okolicach Nidzicy?
Uzupełniając relację autora, to wspomniana droga letnia (Sommerweg) miała 16 stóp szerokości (1 stopa=12 Zoll (cali) czyli = 31,385 cm). Oprócz tego odróżniano jeszcze ścieżki dla pieszych (Fußweg) i dla jeźdźców (Reitweg) o podobnej szerokości 6 stóp. W początkowym okresie zapóźnione w rozwoju Prusy musiały czerpać wzorce z zagranicy. Wybór wzorców do naśladowania nie był duży. Sięgano po doświadczenia z dróg angielskich, francuskich, a nawet z małej Holandii. Z tej ostatniej np. moda na brukowanie dróg, chodników postawioną bokiem cegłówką klinkierową. Lepsze drogi
były nazywane „z francuska” Chausseen – dzieląc się na 1 i 2 kategorii. Te ostatnie były węższe o kilka stóp. Drogi były także wykonywane z mieszaniny piasku i gliny. Z podobnej mieszanki w pierwszym etapie budowano perony kolejowe. Gdzie mieszanina ta obłożona były deskami, tworząc prowizoryczne perony. Budowa takich dużych „skrzyń” znacznie obniżała początkowe koszty budowy linii kolejowych.
Wbrew pozorom po tych pionierskich czasach został sporo w okolicach Nidzicy śladów. Najciekawszy i może najstarszy jest za Grzegórzkami, po prawej stronie w kierunku do Motek
(Módłki). Lekko pochylony, tuż za drzewem prostokątny granitowy kamień, jest najprawdopodobniej „kamieniem milowym”. Odległość w przybliżeniu odpowiada mili od Nidzicy. Nie wiadomo jednak, gdzie istniał punkt od którego odległość mierzono.
Podobny, znajduje się w rozwidleniu dróg za Dołkami, w kierunku na Orłowo. Jest jednak w lepszym stanie. Przede wszystkim wyższy.
Czy wyznacza odległość, czy jest kamieniem orientacyjnym mającym wskazywać rozwidlenie dróg jest jeszcze do wymierzenia np. GPS-em. Ówczesna miara odległości była jeszcze podawana w milach. I tak: stara mila Pruska liczyła 24.000 stóp (czyli 7532,5 m) długości, zaś nowa 7.500 m. Jego położenie w przybliżeniu odpowiada odległości od Nidzicy. Te kamienie to tzw. Meilenzeiger – wykonywane były z drzewa, kamienia bądź już w XIX w. także odlewy żelazne i żeliwne. Te ostatnie, jak się wydaje w powiecie nidzickim nie występowały. Bądź, podobnie jak wiele innych metalowych elementów, już dawno padły łupem „złomiarzy”.
Kolejną pozostałość można spotkać w samym mieście przy drodze wylotowej po lewej stronie ul. Mickiewicza/Wyborskiej. Sterczące nie obrobione kamienie to są tzw. ochronniki. Czyli kamienie ułożone wzdłuż dróg, gościńców wyznaczające trakt. Były malowane wapnem (podobnie jak i pnie drzew) dzięki czemu w jakiś sposób można je było dojrzeć podczas podróży nocą.

W zimie zaś, tworzyły się na nich wybrzuszenia śniegu. Także ułatwiające orientację w położeniu drogi. Obsadzanie, a przez to wyznaczanie przebiegu drogi drzewami to dopiero moda z końca XIX w. Wcześniejsze tylko obłupane odłamki skalne to tzw. Felsstück. Zachowane są także przy mostku w Więckowie. Ładne skupisko zachowało się przy parkingu i szlaku prowadzącym do Łyńskiego Młyna. Nowszego typu ochronniki zbliżone kształtem do prostokąta nosiły nazwę Werkstück. Obydwa typy, były wkopywane na odległość od brzegu drogi wynoszącą 1 ½ stopy.
Gdy była potrzeba, łączono słupki co 8 – 12 stóp, tworząc bariery. Ochronniki zazwyczaj wystawały ponad poziom drogi na 2 do 3 stóp.
Mimo, że są z wyglądu niepozorne, to także świadczą o rozwoju gospodarczym. Warto także o nich pamiętać, są niestety, całkowicie nieznaną pozostałością zabytków kultury technicznej.

Michał Piotr Moszczyński
(Tekst ukazał się w Nasza Gazeta Nidzicka nr. z 29-Listopad-5-Grudnia 2012 r.)
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Michał Piotr Moszczyński oraz opublikowany na portalu Nidzica: Rowerem przez historię
Oceń artykuł:

(0)