Niedziela, 22 lipca 2018. Imieniny Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

Podziel się:

Podziel się:

Stefan Rudziński "Wiktor"

Przyczynek do biografii dowódcy oddziału AK, Stefana Rudzińskiego (1917-2008) ps. "Wiktor". Działającego podczas II Wojny Światowej na terenie nie tylko Mazowsza Północnego ale i Prus Wschodnich.

Można mieć żal, że w zeszłorocznej „Historii Nidzicy i okolic" autorstwa historyków z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, a wydanej przez Starostwo Nidzickie, zabrakło znanej przecież z innych wydawnictw historii oddziału partyzanckiego Stefana Rudzińskiego pseudonim „Wiktor".

W wymienionej monografii pominięto historię jedynego oddziału partyzanckiego, który podczas ostatniej wojny nie tylko operował, ale też i miał oparcie wśród ludności Neidenburga. Zarówno Mazurów jaki Niemców. Ten brak niestety będzie już na trwale związany z tą książką. A rozdział?... Wciąż jest do napisania.

Ucieczka z niewoli

Opisaną historię tego oddziału można znaleźć w pracy proc Ryszarda Juszkiewicza -„Gmina Szczepkowo-Borowe (Janowiec Kościelny) w latach 1939-1945", która w roku 1980, ukazała się w Wydawnictwie Pojezierze. Stefan Rudziński, przyszły dowódca oddziału partyzanckiego, uciekł z niewoli, do jakiej się dostał po przegranej kampanii wrześniowej. Kolejny etap to Toruń, Boguszewo. I -wreszcie rodzinne Kuce pod Janowcem Kościelnym. Tam założył oddział partyzancki. Stefan Rudziński wraz z nadejściem Sowietów ukrywał się na Pomorzu. W 1948 r. zastał schwytany i skazany na kilka lat więzienia za działalność w AK.

Pierwsza akcja i krwawy odwet

Oddział swoją działalność rozpoczął od zabicia współpracującego z okupantem sołtysa ze wsi Szczepkowo-Giewarty. Akcją dowodził Rudziński. Sołtysa udało się zlikwidować, ale nie było gdzie ukryć jego ciała, ponieważ nie podpłynął po nie łodzią od Orzyca „Burza” (podkomendny „Wiktora”). I trzeba było improwizować. Nie obeszło się bez krwawego odwetu ze strony władz okupacyjnych. Tuż po zamachu, dokonano wielu aresztowań. Ale wśród aresztowanych nie było bezpośrednich wykonawców wyroku. Na wszelki jednak wypadek szef lokalnego wywiadu - Jan Sobolewski ukrywa się we wsi Gregersdorf (Grzegórzki) u Tallarka. Bezpośredni uczestnik akcji kpr. F. Podowski, ukrywa się u pochodzącego spod Działdowa, Gustava Mross'a w Groß Grabowen (Grabowo). Policjanci z nidzickiej „Kripo" (Policja kryminalna) i żandarmerii prowadzą prace operacyjne, w wyniku których 13 lipca 1943 aresztowano Jana Sobolewskiego , a 23 lipca żandarm Schneider z Janowca Kościelnego zabija młodszego brata Rudzińskiego - Mariana. Nie udaje im się złapać kolejnego uczestnika akcji Mieczysława Szczepkowskiego „Betona”. Nie było go w domu. Zginał więc jego brat Aleksander. „Beton” ukrył się w rejonie wsi Zaborowo-Krusze. Stał się tym samym pierwszym partyzantem. Wkrótce dołącza Stefan Rudziński „Wiktor” i inni. Po miesiącu jest już „kryjaków” 20. Powstał oddział.

Akcje partyzanckie w Prusach Wsch.

Jesienią 1943 r. partyzanci opanowali stację kolejową w Muszakach. Niestety, nie udało im się zdobyć tamtejszego posterunki żandarmerii. Jego załoga zauważyła podchodzących partyzantów i zabarykadowała dół. Sama zaś z piętra rozpoczęła ostrzał. W marcu 1944 partyzanci „Wiktora” w Krokowie zabili dwóch żołnierzy i zdobyli broń. W tym samym miesiącu, „Jeż” zdobywa w Grabowie na aktywiście SA. umundurowanie i broń.
Szczególną akcję „Wiktor" zaplanował dla uczczenia święta 11 Listopada. Działając poszczególnymi patrolami jednocześnie zaatakowano kilka celów. I tak w Muszakach podjęto próbę wysadzenia mostu kolejowego. Niestety, akcja nie powiodła się, ponieważ podczas uzbrajania zapalnika, nastąpił jego wybuch i ranił partyzantów. „Jeż" opanowuje sklep rekwirując m.in. ubrania tak potrzebne w oddziale. W Sagsau „Burza” podpala zgromadzone dla wojska składy siana i słomy.

Ostatnia akcja partyzancka

6. grudnia 1944, ostatnią akcję „Wiktor" wraz z kilkoma partyzantami wykonuje na terenie nieistniejącego majątku Pentzken. Jego właściciel Gustav Maxin zaczął „węszyć" po terenie i za bardzo interesował się konspiracją. Miał w tym doświadczenie, bo już w latach plebiscytu w 1920 r. wiązano go też z tzw. „płytkim wywiadem" niemieckiej Straży Granicznej w latach międzywojennych. Był więc to bardzo doświadczony i niebezpieczny aktywista. Stąd też, zapadła decyzja jego likwidacji. Gustav Maxin zastal zabity. Syn ocalał, bo był zajęty przygotowaniami do ślubu i niebyło go wówczas we dworze.

Panie Rudziński - my się dobrze znamy

Nie obeszło się i bez humorystycznego akcentu. Po drodze na akcję, spotkano starszego cywila idącego z żołnierzem Wehrmachtu. Wywiązała się pogawędka i gdy „Wiktor” spytał się czy się go nie boją, cywil odpowiedział: „Ależ skąd, panie Rudziński. Przecież my się świetnie z Kuc znamy". To zaskoczyło „Wiktora", który myślał, że jest świetnie zakonspirowany. Później podczas śledztwa prowadzonego przez żandarmerię, zeznali zgodnie, że spotkani „bandyci” to była grupa Anglików i Rosjan, gdyż w takim języku rozmawiali. Wszystko po to, by ochronić przed odwetem mieszkańców pobliskich polskich wsi.

Pomagali i Polacy i Niemcy

Jak podaje prof Juszkiewicz, wśród cywilów wspomagających oddział znajdziemy zarówno Mazurów jak i Niemców. Wymienia on wiele nazwisk - Johann Loch, Alfred Kenzy. Z Nataci Małej gromadkarz Wenzek. Z nieistniejącej wsi leżącej nad kanałem Schönau (Sienno) rodziny Fritz’a Grabienski czy Friedrich’a Kowalski. W żywność oddział zaopatrywali m.in. właściciel sklepu ze Szczepkowa-Borowego Franciszek Sławuta, który otrzymywał masło dla oddziału od niemieckiego antyfaszysty z Safronki. „Wiktor" od Johann'a Kantorka z Piotrowic, dostał cały worek cukru. Kantorek nie chciał przyjąć żadnej za to zapłaty. Jan Piotrowski z Piotrowic, również sklepikarz, by bez konsekwencji dostarczyć partyzantom radio i broń, inscenizuje wraz z Nowowiejskim „Jeżem” w sierpniu 1944 napad na samego siebie.

Michał Piotr Moszczyński

(Artykuł ukazał się w Gazeta Nidzicka nr. 2 (567) z 10-16 Stycznia 2013.)
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Michał Piotr Moszczyński
Oceń artykuł:

(0)